Truciciel Monsanto   no comments

Posted at 10:40 am in Nowinki pszczelarskie

Jeszcze kilka lat temu Polska uchodziła w Unii Europejskiej jako kraj o stosunkowo wysokim procencie ekologicznych upraw rolnych, ogrodniczych i sadowniczych – całkowicie wolnych od nawozów sztucznych. Toteż nasze produkty spożywcze na Zachodzie Europy szły dosłownie jak woda. Rolnicy i sadownicy, zajmujący się od lat tym kierunkiem produkcji, mieli niezły i całkiem zyskowny zbyt swoich produktów. Sprawa ekologicznych upraw ucichła i niemal zamarła, z chwilą podjęcia przed dwoma laty przez nasz rząd uchwały popierającej organizmy genetycznie zmodyfikowane (GMO), o których są sprzeczne opinie naukowców na temat zagrożenia dla zdrowia.

Najpierw kwestie związane z GMO, pojawiły się na forum Komisji Europejskiej, która przyjęła pozytywne stanowisko dla rozwoju technologii GMO w rolnictwie. Potem temat poszedł do krajów i rządów unijnych. Poprzez media trafił pod rozważania dyskusyjne w społeczeństwach krajów Unii. Zaczęła się szeroko zakrojona kampania naukowców, z których jedni stanęli po stronie GMO a drudzy przeciw. Wszystko zależy od tego, kogo i jak przekupiły i za jakie pieniądze, koncerny produkujące żywność opartą na produktach modyfikowanych genetycznie.

Truciciel Monsanto

Wśród wielu rynkowych graczy GMO, bodaj najgłośniejszym i najsilniejszym na świecie, jest amerykański koncern Monsanto. Istniejący od początku XX wieku, najpierw przez kilkadziesiąt lat czerpał zyski z branży chemicznej. W 1935 r. zdobył monopol na produkcję nowej substancji o nazwie skrótowej PCB, która znalazła szerokie zastosowanie w przemyśle elektrochemicznym. W 1977 r. musiał przerwać produkcję chemikaliów ze względu na oficjalny zakaz; z powodu ich silnej toksyczności i działań rakotwórczych. Z niedawno ujawnionych tajnych dokumentów wewnętrznych wiadomo, że firma miała już w 1937 r. naukowe dowody szkodliwości swoich chemikaliów.

Mimo tej wiedzy przez kolejne 40 lat nie informowała o tym swoich pracowników, ani ludności zamieszkałej w pobliżu fabryk i użytkowników chemikaliów; nadal beztrosko odprowadzała toksyczne odpady do cieków wodnych i składowała je pod gołym niebem. W 2002 roku sąd uznał, że firma Monsanto i Solutia – są winne „zatrucia obszaru Anniston (Alabama w USA) oraz krwi jego mieszkańców” (niektórzy mieszkańcy mają dziś we krwi 50-krotnie przekroczony dopuszczalny poziom trucizn typu PCB. Korporację uznano też winną „zaniedbania, zaniechania, oszustwa, działania na szkodę ludzi i mienia publicznego”.

Obecnie firma Monsanto, mimo wielu dowodów nieuczciwości i szkodliwości działania oraz utraty wiarygodności, nadal funkcjonuje w świecie biznesu. Teraz prowadzi ponoć wielką misję pod hasłami: „Pomagamy rolnikom zwiększać plony (…), produkować zdrowszą żywność (…) i zmniejszać wpływ rolnictwa na środowisko”. Szczególne miejsce ma na rynku USA. Prowadzi kampanię legalizacji upraw i żywności GMO w Ameryce. Wykorzystuje w tym celu wieloletni lobbing, oddziałuje na karuzelę stanowisk pomiędzy instytucjami rządowymi i Monsanto, szuka form bezwarunkowego poparcia rządu USA „dla biotechnologii, jako potencjalnie niezwykle dochodowej i konkurencyjnej gałęzi amerykańskiego przemysłu”.

W Google wyczytać można, iż jej lobbyści zadbali, aby procedury formalno-prawne nie były zbyt skomplikowane. Proces legislacyjny oparto o tzw. teorię „zasadniczej równoważności” odmian tradycyjnych i transgenicznych. Ta informacja opiera się na teoretycznym założeniu, że „w większości przypadków składniki żywności wytworzonej z roślin modyfikowanych genetycznie – białka, tłuszcze, węglowodany – będą takie same lub zasadniczo równoważne tym, które można napotkać w innego rodzaju pokarmie”. Według naukowców niezależnych – to informacja myląca i bardzo szkodliwa.

Ale przede wszystkim jako „karkołomna konstrukcja logiczna jest brzemienna w skutki – pozwala ona firmom biotechnologicznym zrezygnować ze standardowych testów toksykologicznych wymaganych przez Ustawę o żywności, lekach i kosmetykach, a także ze znakowania wyrobów zawierających GMO”. W tej sytuacji Amerykańska Agencja do Spraw Żywności i Leków (FDA) dopuszcza do obrotu GMO bez wykonania własnych badań bezpieczeństwa, a jedynie na podstawie dokumentacji dostarczonej przez firmę biotechnologiczną. To ciekawostka, o której mało, kto wie. Niezorientowany konsument w Europie, w tym w Polsce – żyje w przeświadczeniu pełnego bezpieczeństwa GMO, „bo przecież certyfikat wydała słynna amerykańska FDA”…

Trochę teorii

Co to jest GMO? To organizmy zmodyfikowane genetycznie, których geny zostały celowo zmienione przez człowieka. Powstały nowy organizm (uwzględniamy w tym rozważaniu rośliny) zawiera materiał genetyczny zmieniony w sposób nie zachodzący w warunkach naturalnych wskutek krzyżowania lub naturalnej rekombinacji. Według Wikipedii – modyfikacje, jakim podlegają organizmy można podzielić na trzy grupy: zmieniona zostaje aktywność genów naturalnie występujących w danym organizmie; do organizmu wprowadzone zostają dodatkowe kopie jego własnych genów; wprowadzany gen pochodzi z organizmu innego gatunku (organizmy transgeniczne).

Z naukowego punktu widzenia, modyfikacje genetyczne budzące najwięcej kontrowersji to przeważnie wprowadzenie genów pochodzących z innych gatunków, które nadają modyfikowanemu organizmowi pożądaną cechę, niewystępującą u niego naturalnie. W jakim celu i gdzie głównie mają zastosowanie zmodyfikowane mikroorganizmy: w produkcji pewnych substancji chemicznych, takich jak, np. insulina oraz jako dodatki lub wzmocnienia cech zwiększających opłacalność produkcji.

Trzeba też podkreślić, że organizmy transgeniczne mają szerokie zastosowania w badaniach współczesnej biologii i medycyny molekularnej, m.in. w badaniach nad rakiem, chorobami dziedzicznymi, chorobami zakaźnymi oraz w badaniach nad mechanizmami rozwoju (tzw. modele transgeniczne). Dość szerokim i powszechnym przykładem organizmów transgenicznych w medycynie jest, np. mysi model białaczki, co powinno za jakiś czas dać możliwość leczenia tej choroby u ludzi. Głośne i znane są modyfikacje genetyczne w rolnictwie, i one budzą w świecie wiele kontrowersji.

Dlaczego? Gdyż modyfikacje roślin uprawnych polegają przede wszystkim na wprowadzeniu lub usunięciu z nich określonych naturalnych genów. Jakie cele przyświecają modyfikacjom rośli i zbóż uprawnych? Otóż chodzi m.in. o: zwiększenie odporności na herbicydy i szkodniki; zwiększenie odporności na infekcje wirusowe, bakteryjne i grzybowe; przedłużenie trwałości owoców; poprawę składu kwasów tłuszczowych oraz aminokwasów białek; zmianę zawartości węglowodanów, karotenoidów i witamin; usunięcie składników antyżywieniowych -toksyn, związków utrudniających przyswajanie składników oraz takich, które podczas obróbki kulinarnej ulegają reakcjom chemicznym i wytwarzają toksyny, itp.

Jakie rośliny są na świecie najczęściej modyfikowane? Głownie: kukurydza, pomidory, soja zwyczajna, ziemniaki, bawełna, melony, tytoń. Natomiast w Europie najczęściej modyfikuje się: kukurydzę, rzepak, buraki cukrowe, ziemniaki. Najwięcej produkują GMO: USA, Argentyna, Kanada, Brazylia, Chiny i RPA. Oto przykłady organizmów transgenicznych w rolnictwie: transgeniczne pomidory o przedłużonej trwałości; transgeniczne rośliny tytoniu, odporne na herbicydy; soja transgeniczna odporna na działanie glifosatu (według Wikipedii).

Opinie naukowców

Jak wspomniałem opinie środowiska naukowego są podzielone w sprawie GMO. Część polskich naukowców popiera produkcję transgenicznych roślin, bo według nich rośliny takie nie zagrażają środowisku ani naszemu zdrowia. A środki chemiczne, hormony wzrostu dla zwierząt, antybiotyki i rośliny genetycznie modyfikowane zawarte w żywności, stanowią składnik naszej codziennej diety. Tymczasem inni naukowcy głoszą, iż zdrowa żywność jest dziś coraz częściej mitem, bo w każdym biznesie liczy się ilość a nie jakość. Dlatego wciąż otwarte pozostaje pytanie: Jaki wpływ na zdrowie człowieka mają produkty z organizmów modyfikowanych genetycznie?

Z danych statystycznych wynika, że na świecie genetycznie modyfikowane rośliny uprawia się na około 140 milionach hektarów. Większość z nich przerabia się na pasze dla drobiu, trzody i bydła. Zwierzęta tak karmione dają ludziom produkty spożywcze, które codziennie trafiają na nasze stoły. Ale znaczną część roślin przerabia się na dodatki spożywcze, m.in. do wędlin, słodyczy i nabiału. Czy to jest bezpieczne? Na to pytanie, niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Badania trwają.

Rzetelne i drobiazgowe badania GMO prowadzą naukowcy austriaccy na zlecenie swojego rządu. Dotąd wykazali oni, że myszy karmione modyfikowaną kukurydzą – w trzecim i czwartym pokoleniu, zaczynają mieć obniżony poziom płodności. Pracownik naukowy Instytutu Onkologii w Gliwicach przyznaje, że w 90 proc. przypadków to, co się sprawdza u myszy, potwierdza się też u człowieka.

W świetle prawa, żywność genetycznie zmodyfikowana lub taka, która ma dziewięć-dziesiątych procent dodatków GMO, powinna być odpowiednio oznakowana. Niestety, w praktyce ta zasada nie jest przestrzegana. Są przypadki, że wiele produktów dostępnych w sklepach – ma białko sojowe, lecytynę sojową i samą soję – rośliny najczęściej modyfikowane genetycznie, ale żaden z tych produktów nie ma czasem podstawowej informacji o modyfikacji genetycznej. Takie dowody znalazła grupa polskich redaktorów.

Pracownik laboratorium analiz GMO przyznaje: W produkcji żywności bardzo dużo się oszukuje! „Wykonujemy 1500 do 2000 analiz GMO rocznie. To jest nic. Reszta to deklaracja. Deklarację producent pisze sam. Co on tam wpisze, to jego sprawa”. A działacz ruchu ekologicznego potwierdza, że nie ma nad tym zagadnieniem wystarczającej realnej kontroli. „Sprawdzamy około 100 próbek żywności na rok” – informuje inspektor Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych.

Pozostaje otwarte – proste i oczywiste pytanie: Czy wiemy, co jemy? Zapewne nie. Niedawno media podały, że żywność płynąca do polskich sklepów ze strefy Unii to w około 3 procentach produkty szkodliwe dla zdrowia, głównie z tych powodów, o których piszę wyżej. Jeżeli nie mają informacji na opakowaniu o zawartości GMO to jak można wiedzieć, co jest w środku opakowań? Musimy, zatem kupować żywność na nosa. Innego wyjścia nie ma. A jak kupimy GMO to, co?…

Stanisław Cybruch

Źródło: Truciciel Monsanto

Written by admin on Październik 30th, 2010

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

Random Pages Widget Created By Best Accounting Services
skanowanie Lublin skanowanie lublin wydruki z internetu lublin kopiarki warszawa skanowanie lublin